Galeria jest moim pomysłem na "malarstwo", które nie wędruje za szafę...
Katarzyna Titow
No to jazda
GODUSZYŃSKA 58
Witaj w Dzikiej Galerii
Jeszcze do niedawna Goduszyn był niewielką wsią leżącą na drodze prowadzącej z Jeleniej Góry w Karkonosze. Dziś jest odległą i cichą częścią miasta. Co prawda z moich okien widać tylko strome łąki i gęsty las, wystarczy jednak, że w pogodny dzień wejdę na najbliższe wzgórze, by mieć widok na całą, wschodnią panoramę Karkonoszy, od Przełęczy, po Czarny Grzbiet, w najdrobniejszych szczegółach, z górującą nad wszystkim Śnieżką. Uwierzcie, o świcie to widok nie do opisania.
Znam pewne stare i mądre powiedzenie. Mówi o tym, że to nie tylko my znajdujemy miejsca, w którym chcemy żyć. To także miejsca znajdują nas. Coś w tym jest.
Gdy trafiłam tu pierwszy raz, zastałam starą, poniemiecką chałupę z którą los i historia nie obeszły się zbyt łaskawie, zaś strych, który dziś nazywam Dziką Galerią, do której tak mocno Cię zapraszam, był zawaloną po dach graciarnią, miejscem dawno zapomnianym przez światło i anioły.
Dziś to miejsce w niczym niemal nie przypomina tego sprzed kilku lat. Zmieniły się kolory, zmieniła dookolna przestrzeń i wnętrze. Tylko stare jabłonie na skarpie pamiętają, jak niegdyś było.
Może i nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, z pewnością nie jest łatwą miłością i dziś, mogę jednak z dumą powiedzieć, że znalazłam własny w świecie kąt, miejsce gdzie i ja i sztuka czują się jak w domu.
CZEŚĆ!
Obrazy pojawiają się nieustannie. Są przed moimi oczami, w mojej głowie, tworzą się z fragmentów przestrzeni w każdym miejscu i dosłownie wychodzą uszami, jak para wodna, kiedy wzrasta… (temperatura, temperament, tempera).
Wiele skojarzeń w mojej głowie od razu przybiera formę koloru czyli obrazu. Nie wszystkie są do namalowania. Za mało czasu… za bardzo subtelne.
Myślę, że obraz jest żywą tkanką naszych myśli, pamięci, doświadczeń, próbą złapania uroczych chwil, rozmowy z wszechświatem.
Obraz może ponieść wiele naszych przeżyć, nawet tych dalszych, może zatrzymać przemijanie.
Obrazy to delikatna materia.
ZAPRASZAMY
Monika Barabasz
W międzyczasie
─ w Krainie Czarów ─
Mówią, że życie to sztuka wyboru… Dla mnie życie to raczej sztuka łączenia i to w trybie ciągłym. Moja strona i twórczość pod szyldem „w międzyczasie” to nie tylko nazwa, to pewnego rodzaju manifest. To przestrzeń, gdzie artystyczny nieład spotyka domowe ciepło, a obowiązki zawodowe podają rękę pasji. Wszystko dzieje się właśnie w międzyczasie, pomiędzy jednym uśmiechem a drugim łykiem… – zazwyczaj zimnej… kawy.
Moja ścieżka? Cóż, nie była to prosta linia od linijki. Zaczęło się od iskierki, którą w pracowni rozpaliła we mnie pani Małgosia Sarzyńska, potem był klasyk… Liceum Plastyczne, a po nim architektura wnętrza na Uniwersytecie Zielonogórskim, a potem cisza… przerwa…
Przez lata omijałam akwarelę szerokim łukiem, wydawała mi się kapryśna, nieprzewidywalna i kompletnie nieokiełznana.
Wybierałam konkret, akryl i rysunek, gdzie każdy ruch pędzla był pod kontrolą. Musiałam, po prostu, do pewnych rzeczy dorosnąć (tak, metryka ma swoje plusy). Zrozumiałam, że w tej walce z papierem nie chodzi o zwycięstwo, ale o dobrą zabawę.
Nadchodząca wystawa to moja osobista podróż do Krainy Czarów, ale nie dajcie się zwieść inspiracjom, nie była to tylko literacka klasyka. Moim prawdziwym „królikiem”, za którym biegam każdego dnia, jest moja córka Alicja.
W świecie zegarów, które tykają coraz szybciej i wiecznego pośpiechu, moje prace są próbą zatrzymania czasu. W moich akwarelach znajdziecie zegary, które nie muszą odmierzać terminów… króliki, które wcale nie muszą być spóźnione… I chwile, które warto zamknąć w pamięci, zanim rozmyją się, jak mokra plama farby.
Zatrzymajmy się na moment. Sprawdźmy, co w tym dzisiejszym biegu jest naprawdę ważne i co chcielibyśmy zachować we wspomnieniach, zanim znikniemy w kolejnej, króliczej norze codzienności.
Zapraszam Was do mojego świata. Bez nadęcia, z przymrużeniem oka, ale z wielką miłością do barw i momentów, które dzieją się w… Międzyczasie.





